Fantastyczne kobiety – Magdalena Kozak

Fantastyczne kobiety – Magdalena Kozak


Autor: Marta Drozdek

Marta Drozdek: Twoim licznym fanom nie trzeba cię przedstawiać, ale dla przybliżenia, parę słów o tobie. Pracujesz jako lekarz na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym szpitala wojskowego. Byłaś przez pół roku w Afganistanie jako lekarz Polskiego Kontyngentu Wojskowego, za odniesione tam rany otrzymałaś Gwiazdę Afganistanu. Jesteś fanką militariów, instruktorem i sędzią strzelectwa sportowego, interesujesz się systemami walki (Krav Maga, Combat 56), skaczesz ze spadochronem. No i oczywiście – jesteś pisarką, autorką trylogii Nocarskiej, powieści „Fiolet” i kilkunastu opowiadań. Są to suche fakty, które możemy wyczytać w Wikipedii. Czy chciałabyś coś od siebie dodać do tej krótkiej notki biograficznej?

Magdalena Kozak: Nie, to i tak wiele.

Wróciłaś z Afganistanu, byłaś pod ostrzałem, zostałaś ranna, potem odznaczono cię Gwiazdą Afganistanu. Na ile cię to zmieniło? Bo takie przeżycia na pewno pozostawiły po sobie ślad. Nie pytam, jak tam było, bo podejrzewam, że naprawdę zrozumieć to może tylko ten, kto tam był.

MK: Nie można tego ubrać w słowa.

Adrenalina trochę opadła. Co dalej? Jakie masz marzenia? Do czego teraz dążysz?

MK: Skąd pomysł, że opadła? Dążę jak zawsze do celu, w tej chwili zajmuję się medycyną pola walki i, wierz mi, to dziedzina, która naprawdę może podnieść poziom adrenaliny we krwi.

Z wywiadu, który przeprowadzony był z tobą przed wyjazdem do Afganistanu wyczytałam, że posiadasz Glock 17, Smith & Wesson 686-6 i Walther G 22. Coś w stanie posiadania się zmieniło? Doszły jakieś nowości?

MK: Mam broń służbową i jestem z niej dumna.

Jaka jest Twoja ulubiona broń? Wolisz broń palną czy białą? Ja osobiście mam słabość do japońskiej stali.

MK: Glock 17.

Ulubiony/wymarzony pojazd?

MK: Koń.

Były skoki spadochronowe, Afganistan, co ekstremalnego chciałabyś jeszcze zrobić?

MK: Nie mam dziecka, a to ponoć jest największe wyzwanie.

Wiem, że nie lubisz bohaterów filmów sensacyjnych – nie potrafią prawidłowo trzymać broni, tak? Jednak jeżeli miałabyś wybrać jakiegoś fikcyjnego bohatera, kto by to był?

MK: A do czego miałabym wybrać? No, ale niech będzie: Zorro. Też miał konia i nie miał problemu z trzymaniem glocka, albowiem go nie posiadał.

Czy masz wrażenie, że swoimi zainteresowaniami łamiesz stereotypy, czy uważasz to za coś zwyczajnego?

MK: Szczerze mówiąc nie bardzo się nad tym zastanawiam. Po prostu realizuję swoje marzenia, spełniam się i raczej nie szukam kolejnych stereotypów do złamania, czy maksymalnie niezwyczajnych zajęć. Zresztą wśród moich znajomych i przyjaciół te zajęcia wcale nie uchodzą za jakoś szczególnie nietypowe.

Nie wiem, na ile jest to na dzień dzisiejszy aktualne, ale podawane jest, że wykonałaś 300 skoków spadochronowych. Jedno z moich marzeń to właśnie skok ze spadochronem. W „Fiolecie” bardzo realistycznie opisujesz skoki. Możesz ze swojej perspektywy opisać tym, którzy nie czytali „Fioletu”, jakie to uczucie? Tak, żebyśmy poczuli pęd powietrza na twarzy.

MK: Ale właśnie po to napisałam „Fiolet”, żeby podzielić się z innymi wrażeniami ze skoków. No i żeby opowiedzieć historię, która wydawała mi się fajna.

Twoja kariera literacka zaczęła się w sumie od trylogii Nocarskiej, mówią, że to mocna męska literatura. Czym według ciebie jest literatura męska a czym kobieca?

MK: Moja kariera literacka zaczęła się od „Nudy” właśnie, czyli od opowieści o Paskudzie. Opowiadaniem, które stało się potem pierwszym rozdziałem książki, zaprezentowałam się publiczności – na łamach sieciowego magazynu Fahrenheit. Jaką więc literaturę piszę? Mocną męską? Czy może jednak kobiecą? Takie podziały są sztuczne, bo zasadniczo nie da się określić, gdzie kończy się pisanie męskie, a zaczyna kobiece. Chyba, że będziemy kierować się płcią autora. W takim razie piszę literaturę kobiecą.

Czy w ogóle takie podkreślanie granicy ma sens?

MK: Nie ma żadnego.

Nie masz wrażenia, ze niektórzy traktują twoje zainteresowania czy osobę protekcjonalnie? Nie dosyć, że fanka militariów, to jeszcze pisze fantastykę i to określaną mianem męskiej.

MK: Nie zastanawiałam się nad tym. Trochę nie mam na to czasu. Praca zajmuje mi sporo czasu, ten wolny staram się podzielić między rodzinę, zwierzaki i przyjaciół. Może dlatego nie mam zbyt wiele czasu na takie dywagacje. Ale to jest tak – ja nie jestem fanką militariów, tylko żołnierzem, wcześniej byłam też instruktorem strzelectwa – militaria były nieustannie obecne w moim życiu. Krótko mówiąc, znam to i znam się na tym, a stara reguła pisarstwa mówi, żeby pisać o tym, co się zna. Chyba bardziej zasługiwałabym na protekcjonalizm, gdybym pisała, nie wiem… o haftach łowickich, na których znam się o wiele mniej.

Wracając jednak do początków. Jak się rozpoczęła twoja przygoda z pisarstwem? Narastało to w tobie powoli? Czy był to nagły wybuch inspiracji?

MK: Zawsze opowiadałam sobie jakieś historie, od kiedy tylko sięgam pamięcią. Jak tylko posiadłam sztukę pisania, zaczęłam je zapisywać. Ale musiałam dorosnąć, żeby z tego zapisywania coś wyniknęło.

„Nocarz” – wampiry, ABW, masa akcji, charakteryzuje się głęboką znajomością tematu służb specjalnych czy wyposażenia bojowego. Wybuchowa mieszanka i zdecydowanie udana. Tylko dlaczego właśnie wampiry, a nie na przykład wilkołaki?

MK: Nie. Wampiry, dlatego że po obejrzeniu którejś kolejnej filmowej wariacji na temat pomyślałam sobie, że to takie fajne istoty, mają takie możliwości, tyle siły, dlaczego muszą ciągle się snuć w koszulach nocnych? Kto wie, może następnym razem będą i wilkołaki, choć one akurat rzadko są portretowane w powłóczystych chałatach, więc może nie.

Po zakończeniu Nocarskiej trylogii mamy „Fiolet”. Tu całkowicie odmienne otoczenie. Też służby specjalne, oddziały spadochroniarzy i wredne samosiejki z kosmosu. Wiesz, że po jej przeczytaniu przez jakiś czas miałam do ciebie żal? Obudziłaś we mnie uśpioną tęsknotę za taka wolnością i adrenaliną. Dobrze, ale skąd pomysł na te kosmiczne fiołki?

MK: Pomysł był bardziej na spadochroniarzy, nie na fiołki. Chciałam pokazać skoki, spadochroniarzy, bo takich rzeczy w literaturze rozrywkowej jakoś nie znalazłam. Trzeba tylko było znaleźć odpowiednią fabułę do prezentacji, fantastyczną, bo jakoś tak zawsze w tych klimatach było mi najlepiej. No i wymyśliłam obcego, który zmierza w stronę Ziemi w paskudnych zamiarach, można się mu dobrać do kosmicznego tyłka tylko już w atmosferze, i muszą to robić oczywiście spadochroniarze. A potem uznałam, że obcy powinien mieć może jakiś taki kształt jak ośmiornica. Jeszcze później jeden mój znajomy, z którym podzieliłam się tym pomysłem, powiedział: „a ten obcy tak zrobi „plask” mackami i ze spadochroniarzy nic nie zostanie”. Wtedy narodziła się koncepcja terraformingu i żadne „plask” nie wchodziło w grę.

Czy naprawdę jest technicznie możliwe podejście podczas skoku do takiej hipotetycznej „róży” i wykonanie jej neutralizacji?

MK: Tak.

Toast, zawołanie spadochroniarzy „Blue sky, black death” ma swoją historię czy powstał tylko na potrzeby książki? To „zawołanie” uparcie się do mnie przyczepiło i od przeczytania książki cięgle gdzieś w podświadomości mi siedzi.

MK: To taki toast prosto z lotniska. Autentyk.

Spotkałam się z zarzutem, iż postać Milki z „Fioletu” jest taka trochę płytka i naiwna. Muszę się z tym zgodzić. Na tle innych bohaterów wypada zdecydowanie mdło. Myślisz może o napisaniu powieści z pierwszoplanową postacią kobiecą? Jaka ona by była?

MK: Milka płytka i naiwna? Z tym pierwszym bym się nie zgodziła, z drugim – może. Taka mi postać była potrzebna, zwyczajna, pozbawiona mrocznej i tajemniczej przeszłości, wyjątkowych umiejętności czy supermocy. Milka stanowiła kontrast dla tych wszystkich ciemnych i ponurych sekretów. Tacy ludzie też istnieją i chyba nie są przez to gorsi. Z drugiej strony ostatnio moja przyjaciółka czytała książkę, której bohaterkę określiła jako „poor white trash”. To ja już chyba wolę odrobinę naiwności. W tej chwili nie mam żadnej nowej historii z kobietą na pierwszym planie. Jeszcze. Nie mogę więc powiedzieć, jaka by była. Dotychczas była Milka i Księżniczka. Kto przyjdzie po nich, czas pokaże.

Najpierw wampiry, potem kosmiczne fiołki, a teraz księżniczka, smok i rodząca się miłość… Jeszcze nie nabyłam tej pozycji i nie miałam przyjemności przeczytać, ale z opisów wygląda, że to całkowita zmiana klimatu. Czy jest w niej coś z pozostałych książek? Służby specjalne, agenci? Skąd takie zróżnicowanie w tematach?

MK: A dlaczego wszystko miałoby być tak samo? Ujednolicenie trąci monotonią, a monotonia to nuda, tylko ładniej powiedziana. I wszystko wskazuje na to, że to zróżnicowanie jest chyba we mnie, w sumie są to historie, które chciałam opowiedzieć. Ale jeśli już mówimy o chronologii: najpierw był „Fiolet”, potem Księżniczka, potem dopiero wampiry.

Plany na przyszłość? Są już jakieś nowe pomysły, dasz się namówić na odkrycie rąbka tajemnicy? Prosimy pięknie.

MK: Są plany. Moja agentka naciska na zebranie wszystkich moich opowiadań w jeden tom. Piszę jeszcze powieść, będzie jej pewnie ze dwa tomy, tak mi teraz wynika z założeń.

Na zakończenie jeszcze jedno pytanie. Warto dążyć za marzeniami, nawet tymi najbardziej zwariowanymi?

MK: Zawsze.

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: