Fantastyczne kobiety – Aneta Jadowska

Fantastyczne kobiety - Aneta Jadowska


Autor: Marta Drozdek

Witamy po raz drugi na naszych łamach, Anetę Jadowską.

Marta Drozdek: Ostatnio spotkałyśmy się na łamach naszego portalu, też z okazji wywiadu. Dzisiaj, z perspektywy czasu i z okazji wydania drugiego tomu heksalogii o Dorze Wilk, chcę porozmawiać jak ewoluowała Twoja kariera.

Pozwól, że zacytuję Twoje ostatnie zdanie z tamtego wywiadu: „Mam nadzieję, że czas do drugiego tomu minie szybko i czytelnicy nie zawiodą się na dalszych losach Dory. Pod pewnymi względami historia dopiero od drugiego tomu nabiera tempa, a później jest coraz szybciej i mocniej.”Z tego co możemy zaobserwować z pierwszych recenzji i opinii możesz sobie pogratulować, czytelnicy nie zawiedli się. Co do czasu oczekiwania, hmm… Kiedy trzeci tom?

Aneta Jadowska: Wszystko wskazuje na to, że trzeci kwartał 2013 to całkiem realny termin, czas pokaże, czy nie będzie jakiegoś opóźnienia, mam nadzieję, że nie. A w międzyczasie pewnie pojawi się drugie wydanie „Złodzieja...”. Wygląda na to, że co kilka miesięcy będzie powód do radości.

M.D. Jak czujesz się z rosnącą popularnością? Odbierasz pozytywnie swoją rosnącą popularność czy były jakieś zgrzyty?

A.J. Miło mi, że tak myślisz. Po „Złodzieju dusz” pojawił się ebook „Wilk w owczej skórze” i też zebrał bardzo dobre recenzje. „Bogowie muszą być szaleni” też zyskali sobie grono entuzjastów, co oczywiście mnie niesamowicie cieszy. Mam nadzieję jak najdłużej utrzymać tę tendencję zwyżkową. Z rosnącą popularnością nie mam problemu. Na szczęście to nie przypadek celebrytki z serialu TVN-u, która nie może wyjść na ulicę bez rozpoznania. Spotykam się z wieloma wyrazami sympatii na spotkaniach autorskich czy na moim FP na FB, co oczywiście jest miłe i uskrzydla.

M.D. Widziałam opinie, że koronowano Cię na królową polskiej urban fantasy. Co ty na takie wyróżnienie?

A.J. Mam wrażenie, że ta koronacja, jeśli nastąpiła, wynika głównie z tego, że nie miałam szczególnej konkurencji na tym polu. Nie ma wielu polskich urban fantasy, a zwłaszcza polskich serii urban fantasy, panowało w tym gatunku bezkrólewie, pojawiła się Jadowska, więc jakoś tak samo wyszło. Nie przywiązuję się do korony. Chętnie też zobaczę, że wyrasta mi pod bokiem konkurencja.

M.D. Twoje rodzinne miasto też Cie uhonorowało za zasługi w dziedzinie kultury, zostałaś laureatką Złotej Karety. Trochę jak Kopciuszek. Tu korona, tam kareta. Opowiesz coś więcej o tej nagrodzie ?

A.J. To nagroda, z której jestem dumna, bo dowodzi, że miasto, w którym mieszkam, zauważyło moje pisanie. Nagroda przyznawana jest od osiemnastu lat, więc ma za sobą długą tradycję. Przyznano mi Złotą Karetę Nowości za sukces roku w kategorii kultura, za to, że umieściłam Toruń na literackiej mapie Polski i dałam mojemu miastu krwistą bohaterkę. To naprawdę cieszy. I jakoś potwierdza moje związki z Toruniem, który w ten sposób też ogłasza, że mnie akceptuje. Jak tu nie pękać z dumy? I masz rację, trochę jestem jak Kopciuszek, w pożyczonej koronie, ale teraz przynajmniej Karetę mam własną 🙂

M.D. Przez ostatni rok chyba sporo się zmieniło w Twoim życiu? Muszę przyznać, że obserwując przemianę Twojego image – sesja zdjęciowa – na zdecydowaną korzyść. Zdradź nam jakieś szczegóły z tej sesji.Fantastyczne_kobiety_Aneta_Jadowska_02_qfant

A.J. Image nie uległ jakiejś przesadnej zmianie, ciuchy na sesji czy rekwizyty były moje. Fotograf poradził mi, bym wzięła ciuchy, w których czuję się swobodnie, więc wzięłam te, które noszę na co dzień. Nowością były za to loki, bo zrobienie ich wymagało niemal magicznych umiejętności od Magdy, stylistki podczas sesji. Za sesją stało moje wydawnictwo, czyli Fabryka Słów, któremu zależało na fajnych zdjęciach do materiałów prasowych. Pomysł przyjęłam z entuzjazmem, bo chyba każda kobieta powinna choć raz w życiu zrobić sobie profesjonalną sesję, taką ze stylistką, która lepiej niż ja sama, wie co pasuje. Fotografem był Przemek Bednarczyk. Znałam jego prace, w tym rewelacyjną sesję Kasi Nosowskiej i byłam podekscytowana. To przemiły i bardzo zdolny facet. Cały stres minął w ułamku chwili i przez kilka godzin świetnie się bawiłam. Przyznam, że efekty sesji przeszły moje oczekiwania. Jak będę już stara i pomarszczona, obejrzę sobie te zdjęcia i na pewno się uśmiechnę. Są kobiety, które sobie robią w tym celu sesję dla Playboya, ja wolę moją sesję z gunem 😀

M.D. Oglądając Twoje zdjęcia powiem tak: ostra laska – można powiedzieć wykapana Dora.

A.J. Ha, dziękuję. Choć Dorę widzę inaczej, to w sumie dla mnie komplement. Niekoniecznie zasłużony, ale i tak nieco łechce próżność kobiecą.

M.D. Obserwując twój fanpage na FB możemy zauważyć, że masz bardzo sprawny fanklub, który buduje Ci dobry PR. Pomaga Ci to w jakiś sposób w kontaktach z fanami?

A.J. Mój fanklub jest świetny, są tak entuzjastyczni i pomysłowi, że dodają mi mnóstwo energii. To bardzo motywujące, wiedzieć, że gdzieś tam ktoś czeka na książki, lubi je, nie zapomina o nich po odłożeniu. Gdyby nie Kometa, pewnie wciąż nie miałabym FP i straciłabym okazję do spotykania się z fanami za jego pośrednictwem. A każdy, kto na niego zaglądał, wie, że jestem tak stale obecna i buszuję, komentuję, odpowiadam. W ogóle jestem facebookowym neofitą i obserwuję u siebie jakieś początki (haha, początki) uzależnienia.

M.D. Nie masz czasami wrażenia, że za chwilę wylądujesz na kartach „Misery” jako główny bohater?

A.J. Może się tak zdarzyć 🙂 Kometa jest na tyle zdeterminowana, że Annie Wilkes mogłaby u niej pobierać korepetycje. Wydębiła już ode mnie kolejne tomy, a teraz pogania, bym jak najszybciej napisała ostatni tom heksalogii. Groźby z przykuciem do kaloryfera i użyciem noża też padają. Pociesza mnie to, że mieszka w bloku i nie ma w piwnicy warunków do przetrzymywania pisarza.

M.D. Masz jakiś szczególnych fanów/ psychofanów? Bo czymże jest celebryta bez własnego psychofana.

A.J Kometa określa się mianem mojej pierwszej psychofanki, ale jest na szczęście taką psychofanką, która nie wywołuje ciarek na plecach. Są też żywiołowe Trzy Wiedźmy, czyli Ola, Martyna i Iza, które ogłosiły się oficjalnymi groupies Jadowskiej i robią wiele pozytywnego zamieszania na spotkaniach. I Gavranki, które wypinają pierś dumne, że pokochały serię, kiedy mało kto o niej słyszał. Z negatywnych zjawisk jest fan, znany też jako sajko, ale nie będę o nim mówić, by go nie zachęcać. Wciąż liczę, że zadurzy się w Ćwieku, choćby dlatego, że chętnie popatrzyłabym, jak Ćwiek wykazuje się wobec niego bokserską przeszłością.

M.D. Co do fanów to jedna z członkiń Twojego fanklubu tak intensywnie działa, że wydziera z Ciebie wszystkie tajemnice i nie zostawia nic nam, szarym „wywiadowcom”.

A.J. Ona ma swoje sposoby. To nie tak, że mówi mi: hej robimy wywiad. Nie, ona wplata takie pytania, jak te, które znasz z wywiadu dla Gavrana, gdzieś między nasze rozmowy na GG i nie odpuszcza, aż dowie się wszystkiego, co ją nurtuje. W wywiadzie zwykle odpowiedzi są krótkie, bo ograniczone czasem pytającego i przestrzenią na łamach pisma czy portalu, w prywatnych rozmowach człowiek się nieco bardziej rozpisze. Tak wyciąga ze mnie tajemnice. Wciąż obawiam się, że mi ją ABW czy MSZ porwą, by rozpracowywała siatki szpiegowskie. Byliby bez szans, przy jej uporze.

M.D. Porozmawiajmy teraz trochę o „Bogach…”, chociaż Kometa chyba nic już nie zostawiła bez odpowiedzi. W drugim tomie heksalogii o Dorze Wilk jesteśmy świadkami niesamowitej przemiany bohaterki. Objawia się w niej wyjątkowa mieszanka genetyczna. Czy jedna osoba jest w stanie wytrzymać takie obciążenie? Szczególnie, że każdy gen walczy o pierwszeństwo.

A.J. Cóż, łatwo nie będzie. Magia w moim świecie dziedziczy się w genach, przez stulecia mogły się w drzewo genealogiczne różne rzeczy zaplątać, a ich wzajemne oddziaływanie daje mieszanki zaskakujące i często niebezpieczne. Moim zdaniem właśnie to jest powodem, dla którego Katarzyna i Juliana tak bardzo naciskają Dorę, by trzymała się swojego gatunku – bo kontakt z innymi rasami, może być jak wyzwalacz dla tego, co siedzi zakopane w genach. Czy jedna osoba może wytrzymać takie obciążenie? Cóż, Dora próbuje, z lepszym lub gorszym skutkiem. Ale więcej ma z tym kłopotów, niż supermocy czy korzyści. Nagle każda ze stron oczekuje, że weźmie ich stronę, jako jedna z nich, co stawia ją w samym środku zamieszania i międzyrasowych sporów. Wiele z tego, co odkryła w „Bogowie muszą być szaleni” wróci do niej jak bumerang w dalszych tomach, powodując rozstrój nerwowy.

M.D. Czytając o jej rozrastającej się rodzinie, miałam nieodparte skojarzenia z „Epoką lodowcową” i ich zakręconym stadem. Zdradź czy rodzinka Dory powiększy się jeszcze o jakieś nietypowe „dzieci”?

A.J. Ha ha, bardzo mi się podoba to skojarzenie. Faktycznie, rodzinka Dory się rozrasta. To taka nuklearna rodzina współczesna, gdzie nie więzi krwi, ale miłość czy przyjaźń decydują o tym, że uważamy kogoś za rodzinę. I tak, przybędzie tam jeszcze kilka osób. Zresztą, jest scena w trzecim tomie, kiedy Miron wścieka się na Dorę o te kolejne „kulawe kaczątka”, które wpadają w jej strefę lojalności, by nigdy nie wypaść. Pod tym względem Dora ma silny wilczy instynkt, buduje stado i chroni swoich. W trzecim tomie dojdzie na przykład Nathaniel, ktoś w rodzaju nastolatka (by nie sadzić spoilerami nie powiem nic więcej), relacja z nim, trochę jak starszej siostry z dużo młodszym bratem, wydaje mi się fajna.

M.D.W książce czytelnik jest świadkiem wielkiej bitwy, która uchroniła świat magiczny od końca świata. W swoim życiu „przeżyłam” już kilka końców świata. Ty zresztą również. Jak się zapatrujesz na Apokalipsę? Masz może jakąś swoją wizję? Będzie wielkie bum i już nic, czy może apokalipsa zombie?

A.J. Chętnie bym zobaczyła apokalipsę zombie, choć pewnie nie spotka nas nic tak spektakularnego i wartego uczestnictwa. I fakt, to już jak nic trzecia apokalipsa, która okazała się niewypałem... Może Miłosz miał rację, innego końca świata nie będzie. A jeśli będzie, spodziewam się przeżyć, mój mąż jest fanem survivalu i łagodną odmianą preepersa, więc on jest na apokalipsę gotów w każdej chwili.

M.D. Mój kolega redakcyjny w swojej recenzji „Bogów..” pisze ‒ Jedynie opisy postaci mogłyby być bardziej obiektywne, co powiększyłoby męskie grono czytelników. Mówiąc obiektywnie, mam wrażenie, że chce eksponowania damskich wdzięków. Planujesz wprowadzić więcej smaczków dla facetów?

A.J. Nie wiem, moim zdaniem smaczków jest dla obu stron pod dostatkiem 🙂 Już i tak dla wielu jest ich za dużo, więc nie ma co przesadzać, śledztwo się samo nie poprowadzi, złoczyńcy sami nie zakują w kajdanki. Kradzione chwile przyjemności muszą wystarczyć. Zresztą, jak to się zabrać za cokolwiek, skoro zaraz wpada jakiś wysłannik nieba i psuje całą zabawę?

M.D. Fakt, z tymi wysłannikami niebios bohaterowie mają przechlapane.

M.D. Zastanawiam się czy to faktycznie powiększyłoby aż tak męskie grono czytelników. Z początku, przy pierwszym tomie był lęk, iż będzie to kolejny paranormal romance, jednak udowodniłaś, że tak nie jest i pokazałaś wysoki poziom. W końcu opisów damskich wdzięków na okładce nie ma i kto ma przeczytać, ten i tak przeczyta. Odnoszę jednak wrażenie, że fanów płci męskiej Ci nie brakuje. Gdzie nie spojrzę, nie brak pozytywnych opinii zarówno męskich, jak i damskich.

A.J. Coś w tym jest, że okładka drugiego tomu bardziej przemówiła do męskiego grona. Panowie już nie wstydzą się przyznać, że czytają i im się książki o Dorze podobają. Widzę to choćby po rosnącej liczbie mężczyzn na FP. Może mi się wydaje, ale to chyba też częściowo zasługa charakteru Dory, która jest takim typem chłopczycy, która z facetami znajduje wspólny język. Gdyby to np. Katia była główną heroiną, byłoby chyba bardziej hermetycznie i panowie mogliby mieć trudność z tym, by się odnaleźć w jej świecie.

M.D. Zresztą za Twoje opisy romantyczno – erotyczne już próbują co niektórzy psychoanalizę Ci robić. I podejrzewam, że głównie to właśnie mężczyźni.

A.J. Czytałaś widzę tę samą recenzję, co ja. W odpowiedzi ostrzegam, psychoanaliza to broń obosieczna. Równie wiele ja mogę wysnuć na podstawie tego, na co pan zwracał uwagę podczas lektury, jak on na podstawie mojej książki. Co najmniej kilka kompleksów i zahamowań... może nawet niemałą fiksację. Więc albo bawimy się w psychoanalizę na całego, albo, jeśli nie jesteśmy gotowi na to, co Freud lub Jung mieliby do powiedzenia na nasz temat, trzymamy się z dala.

Fantastyczne_kobiety_Aneta_Jadowska_03_qfantM.D. Ponieważ, jak już wcześniej zauważyłam Kometa chyba całkowicie Cię wyeksploatowała to pozwolę się pożegnać, do następnego razu i może wtedy już osobiście?

A.J. Świetny pomysł, może na Pyrkonie? Albo na następnej epickiej imprezie, jak ta niedawno w Klubie Chwila, gdzie świętowaliśmy premierę „Bogów…” z zespołem PRL Jam? Czas przenieść wirtualny kontakt w real! Zapraszam, im więcej ludzi, tym weselej, a okazji na pewno nie zabraknie.

M.D. Od siebie i naszych czytelników pragnę Ci życzyć dalszych równie spektakularnych sukcesów, z niecierpliwością czekając na kolejne tomy.

A.J. Dziękuję serdecznie i życzę czytelnikom Qfanta wielu udanych lektur.

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: