Copernicon 2014

Copernicon 2014


Flagowy toruński konwent stał się przez ostatnie lata stałą pozycją w moim kalendarzu. Zawczasu zaklepałem sobie urlop w pracy, by móc pojawić się na 4Coperniconie od samego początku i już o godzinie piętnastej zameldowałem się pod jednym z budynków, w którym przeprowadzano akredytację (planowo już od południa, ale nie obyło się bez pewnej obsuwy, co zdenerwowało uczestników, którzy zdecydowali się na szybszy przyjazd do grodu Kopernika). Przywitała mnie kolejka. Może nie tak długa jak na ubiegłorocznym Polconie, ale wystarczająco, żebym ruszył na drugą stronę starówki, do innego z budynków akredytacyjnych.

Budynków ci u nas dostatek

W tym miejscu pozwolę sobie na pewną dygresję, by zauważyć i pochwalić rozwój Coperniconu. Poprzednio przeznaczono na niego dwa sąsiadujące budynki należące do UMK – Collegium Maius i Minus. Coraz mocniej dawał się jednak we znaki ścisk, zatem w tym roku organizatorom udało się rozlać program konwentu na znajdujące w bezpośrednim sąsiedztwie obu wcześniejszych miejscówek Centrum Sztuki Współczesnej oraz umiejscowiony po drugiej stronie Starego Miasta (po sąsiedzku z ruinami zamku krzyżackiego) Młodzieżowy Dom Kultury.  Bardzo rozsądnie rozłożono program – Maius zajęły bloki związane z grami (rpg, larpy, konsolówki), w Minusie odbywały się punkty związane z literaturą, popkulturą i nauką, a do stosunkowo dalekiego MDK-u zesłano miłośników mangi i anime (dzięki czemu mniej się kręciło pod nogami dziwnych ludzi z przypiętymi 5uszkami). Doskonałym rozwiązaniem okazało się udostępnienie atrakcji CSW bezpłatnie – targów (wystawcy nie zapychali już wąskich korytarzy budynków uniwersyteckich) oraz games roomu. W efekcie tak rozplanowanego programu kursowałem jedynie między literackim Minusem a planszówkowym CSW, co dla mnie osobiście było bardzo komfortowe, jako że nie lubię wchodzić spóźniony na prelekcje. W tym roku wszystko co mnie interesowało, było praktycznie w jednym miejscu.

Mediom wstęp wzbroniony

Wróćmy jednak do nieszczęsnej kolejki i mojego wyboru udania się po akredytację do oddalonej enklawy mangowców. Tak jak się spodziewałem, tam kolejki praktycznie nie było. Gdyby organizatorzy lepiej rozreklamowali punkt akredytacyjny w tym nowym konwentowym budynku, z pewnością usprawniło by to obsługę i rozładowało kolejkę przed Maiusem. Nie tylko przyjezdni nie mieli pojęcia o możliwości zakredytowania się poza zeszłorocznym budynkiem głównym, również miejscowi byli bardzo zdziwieni, gdy ich o tym poinformowałem. Jednak punkt MDK-u miał jedną podstawową wadę, o której na stronie nie było słowa – nie akredytował mediów. Moja przemyślność i doinformowanie zdała się zatem na nic, tylko nadłożyłem drogi i straciłem dodatkowy czas. Duży minus dla organizatorów za to przeoczenie.

Literatura

1Część, która na konwentach interesuje mnie najbardziej to blok literacki. Ten był zawsze słabostką Coperniconu, który reklamuje się w końcu przede wszystkim jako festiwal gier, nie udaje zatem, że na literaturę jakoś szczególnie się nastawia. Jednak zważywszy na to, że bądź co bądź wpisuje się w nurt konwentów ogólnofantastycznych, z roku na rok i literacka część rozwija się i wygląda coraz lepiej. Do obecnych już w zeszłym roku Agnieszki Hałas, Jacka Inglota i Andrzeja Zimniaka dołączyli choćby Ania Kańtoch, Ewa Białołęcka czy Dominika i Marek Oramusowie. Można było zatem posłuchać o polskiej demonologii ludowej czy trucicielach na przestrzeni wieków (Hałas), a także przejść się na dającą do myślenia prelekcję Dominiki Oramus o ewolucji i dewolucji człowieka w literaturze sf. Ciekawym doświadczeniem okazał się panel o starej science fiction. Średnio kompetentny prowadzący, który zaraz na wejściu dał plamę, przedstawiając Jacka Komudę jako Jacka Piekarę, okazał się być w zasadzie zbędny. Dyskusja nakręciła się, kiedy Inglot zaatakował Fabrykę Słów i wspomnianego Komudę, który nieudolnie próbował stawać w jej obronie. Byłoby mi go trochę żal, gdyby nie to, że sam się podkładał pod ciosy, stwierdzając chociażby (które to stwierdzenie podkreślił raczej infantylnym uderzeniem pięścią w stół), że zawiódł się na science fiction, bo nic o czym mówiła, nie sprawdziło się. Biedaczek najwyraźniej nie do końca rozumie rolę i znaczenie literatury beletrystycznej. Na szczęście merytoryczność dyskusji uratował Marek Oramus, którego pierwszy raz miałem okazję spotkać i posłuchać na żywo i mogę powiedzieć, że te wszystkie dobre rzeczy, które o nim mówią, to prawda. Głębia i celność jego przemyśleń oraz spokojna, wyważona kompetencja zrobiły na mnie duże wrażenie.

Jeśli dodać do tego prezentację Bestiariusza Słowiańskiego przez rysownika Witolda Vargasa i jego syna Mateusza (kusiły mnie jeszcze ich warsztaty rysunkowe, ale obawiałem się, że każą mi coś robić, a nie ograniczyć się do podziwiania), spotkanie ze stosunkowo nowym i odważnym wydawnictwem Genius Creations oraz jeszcze kilka innych ciekawych punktów programu, to obraz bloku literackiego Coperniconu przedstawiał się może nie wybitnie, ale całkiem solidnie. Zdecydowanie jest to krok we właściwym kierunku.

Planszówki

2Games room umieszczono w średnio obszernej, ale ciekawej sali CSW. Jej główną wadą nie był jednak brak miejsca, ale kiepska klimatyzacja. Pogoda na zewnątrz dopisała, w związku z czym w środku było zwyczajnie duszno. Ogólnie pomysł na blok planszówkowy był specyficzny. Przewidziano dość mało zwykłych stolików, do których można było zasiąść z wypożyczoną grą – większość miejsc była zarezerwowana pod konkretnych wydawców. Ma to swoje oczywiste złe strony, ale i dobre. Obsługa games roomu nie zawsze ma czas, żeby każdemu wszystko wytłumaczyć, zresztą gier jest zwykle tak dużo, że nie sposób znać do wszystkich instrukcji. Przedstawiciele wydawnictw przyjechali za to ze swoimi grami i obsługą, która je doskonale zna i ma interes w tym, żeby zainteresować nimi jak najwięcej osób. Zatem nie ma tego złego. Osobiście spędziłem najwięcej czasu przy dwóch stolikach zaprzyjaźnionego nowego wydawnictwa Fullcap Games, które prezentowało przedpremierowo m.in. nową grę mojego ulubionego autora, Stefana Felda – Badacze Głębin (ang. Aquasphere). Obgrałem też jednak sporo małych gier prezentowanych przez Trefla i skorzystałem z nieźle wyposażonej standardowej wypożyczalni.

Nie bój się zmiany na lepsze7

Z radością odkrywam, że z roku na rok Copernicon prezentuje się coraz lepiej. W tym roku największym plusem jest rozsądne rozszerzenie konwentu na okoliczne miejscówki oraz darmowa część wystawowo-planszówkowa. Na przyszłość trzeba by wprawdzie również ulokować sklepik konwentowy w darmowej części, bo wygrywając walutę konwentową w games roomie niezakredytowani mieli problem z jej wymianą, ale cóż, nigdy nie jest tak dobrze, że nie może być lepiej. Również blok literacki powoli, acz konsekwentnie zmierza we właściwym kierunku i jestem przekonany, że w przyszłym roku będzie on jeszcze lepszy. Sprawdzę to z pewnością.

Relacja: Łukasz Szatkowski

Loading Facebook Comments ...
Zostaw odpowiedź

Facebook

%d bloggers like this: